Deathwing to pipa

World of Warcraft, jak większość gier, stawia graczy przed różnego rodzaju wyzwaniami. Każdy, niezależnie od umiejętności oraz ilości wolnego czasu, znajdzie tu coś dla siebie. Poziom trudności rośnie stopniowo, poczynając od daily questów, a kończąc na rajdach. Każde rozszerzenie ma to do siebie, że ostatecznie możemy zabić gościa, który najbardziej zalazł wszystkim za skórę. Cały wysiłek, który gracze wkładają w rozwój swoich postaci, ma na celu zgładzenie najbardziej przerażającego i znienawidzonego bossa. Wszystko co dzieje się w grze wcześniej, jest zaledwie przygrywką to finału. Powoli odkrywamy skrawki fabuły na temat drania, a podróżując po Azeroth i wykonując kolejne questy, możemy zobaczyć wszystkie szkody wyrządzone przez naszego antybohatera. Wzrasta w nas strach, złość i uczucie nieuchronnej konfrontacji ze „złem wcielonym”.

Im mniej wiadomo o naszym nemesis, im bardziej jest tajemniczy, tym większe przerażenie budzi. W podstawowej wersji gry nikt nie mógł nawet zobaczyć Ragnarosa, dopóki nie pokonał wszystkich jego generałów. Kiedy Molten Core był rajdem progresywnym, nie grałem jeszcze w WoW, ale jestem pewien, że na widok 30-metrowego, ognistego tornada, dzierżącego buławę wielkości autobusu, większość grupy popuszczała w spodnie. To się dopiero nazywa „mocne wejście”.

W Burning Crusade, podejście było nieco inne. Illidan Stormrage objawił się światu już na samym początku gry, a jego postać przewinęła się przed oczami graczy jeszcze kilka razy. Nie da się jednak zaprzeczyć, że cień rzucany na Outland przed Black Temple i jej gospodarza, powodował strach i niepewność. Wyśrubowany poziom trudności jaki czekał na graczy w środku, potęgował tylko efekt. Nie da się zaprzeczyć, że Illidan, nawet niewidoczny za murami Czarnej Świątyni, rządził całym Outland.

Kolejne rozszerzenie – nowa filozofia. Arthas aka Lich King, postawił sobie za cel, aby żaden szczegół z jego życia, nie umknął naszej uwadze. Wędrując przez kolejne obszary Northrend, ciągle wpadamy na blond księcia. Arthas pojawia się w questach, przerywnikach filmowych, a nawet w instancjach. Dochodzi do tego, że wykonując zadania w Icecrown, wcielamy się w jego postać z przeszłości, aby lepiej poznać motywacje, które nim kierowały i doprowadziły do obecnej sytuacji. Okazuje się, że Lich King nie jest typowym „złym chłopcem”. Poznając jego historię, dostajemy sporo odpowiedzi, ale przy okazji powstaje sporo nowych pytań. Wiemy, że musi on zginąć z naszej ręki, ale czy po wszystkim nadejdzie czas na świętowanie czy tylko na zadumę?

Kiedy piszę te słowa, „Cataclysm” wciąż nie nadszedł, ale zdołał u mnie wywołać wiele mieszanych uczuć. Nie jestem specjalistą od historii świata Warcraft, ale nawet skrócony życiorys Deathwinga to fascynująca lektura. To do czego jest zdolny, musi budzić przerażenie i respekt. Jestem pewien, że ostateczna z nim bitwa będzie najbardziej epickim przeżyciem w życiu mojego druida. Szkoda tylko, że sam Blizzard nie bierze Deathwinga zbyt poważnie.

Pierwsza wpadka to wersja kolekcjonerska gry, której częścią jest pet o imieniu Lil’ Deathwing. Doda stwierdziła niedawno, że „Biblię” „spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła…” gość. Idiota, który stwierdził, że zrobienie maskotki z Deathwinga jest dobrym pomysłem, razem z kretynem, który to ostatecznie zatwierdził, musieli być pod wpływem podobnych substancji. Niech ktoś mi wytłumaczy, po co ośmieszać i trywializować finalnego bossa, już od pierwszych chwil spędzonych z grą? Kiedy gracze, po wielu miesiącach przygotowań, staną oko w oko z Niszczycielem, ich dłonie powinny drżeć, czoła pokryć się potem, a zwieracze odmówić posłuszeństwa. Zamiast tego połowa rajdu wyciągnie z kieszeni swoje „milusie” pety i czat zapełni się gadką w stylu: „Zobacz – twój tata!!! LOL”.

Niestety, Blizzard musiał przeciągnąć strunę po raz kolejny. Ponieważ Blizzcon 2010 zbliża się wielkimi krokami, ogłoszono listę prezentów, które otrzymają uczestnicy imprezy. W zestawie znajdzie się jak co roku nowy companion pet i jak zwykle będzie to coś specjalnego. Tyle, że w tym roku będzie to „pet specjalnej troski”. Deathy, bo tak ma imię to biedne stworzenie, jest krzyżówką murloka oraz, tak zgadliście, Deathwinga. Ciało pokryte rozżarzoną, smoczą łuską i ogromna metalowa żuchwa, nie pozostawiają wątpliwości. Na usta ciśnie się kolejne pytanie do ludzi z Blizzarda: „Czy fakt, że Deathwing uprawiał seks z murlokami, ma w jakiś sposób zmotywować graczy do zabicia go? Jeśli tak, to czy ma to być zemsta czy też akt łaski dla smoka seksoholika, któremu nie starcza na alimenty?”.

Jakby tego było mało, do wspólnej zabawy włączyli się projektanci questów. Chodzi konkretnie o serię questów pod wspólnym tytułem „The Day that Deathwing Came”. Są to 3 wersje opowieści, traktujące o dniu , w którym Deathwing przybył do Badlands. W skrócie: Wielka Żuchwa dostaje od pewnego krasnoluda prosto w pysk, a powiększony gnom inżynier po prostu ciska nim aż do Kalimdoru. Trzecia opowieść, na szczęście, nie dociera do swego finału. Całość jest bardzo zaskakująca i za pierwszym razem bardzo zabawna, ale z czasem przychodzi refleksja: czy taki rodzaj narracji na pewno wyjdzie grze na dobre?

Humor był częścią WoW od zawsze i wcale nie twierdzę, że powinien zniknąć. Myślę jednak, że żartując z Deathwinga na każdym kroku, Blizzard sam strzela sobie w stopę. Rajdowanie progresywne to długa podróż, która wiedzie graczy po krętych i wyboistych drogach. Nie można w żaden sposób umniejszać celu tej podróży; inaczej straci ona swój sens. Blizzard, przekonując graczy, że Deathwing „Niszczyciel Światów”, jest milutki, oswojony lub też zupełnie niegroźny, pozbawi ich motywacji. Zniknie paląca potrzeba, aby zniszczyć zagrożenie wiszące nad całym Azeroth. No bo niby po co zabijać tego smoka? Przecież to mięczak i pipa.

P.S. Theldurin the Lost powinien się wybrać do siedziby Blizzard i na miejscu paru osobom przywalić w gębę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s