Konsola bardziej otwarta

Świat graczy to cudowna, choć czasem przerażająca, zbitka przeróżnych grup społecznych, wiekowych i kulturowych. Grać może każdy, niezależnie od koloru skóry, płci, wyznania i poglądów politycznych. Niestety jest  wielu takich, którym samo granie nie wystarczyła, postanowili więc podzielić graczy na lepszych i gorszych. Nie obchodzi ich jak dobrym jesteś graczem, ani kim jesteś w ogóle – jeśli grasz na innej konsoli niż oni, jesteś zerem. Fanboye to zaraza, grupa zakompleksionych osobników, których celem istnienia jest poszukiwanie tej jednej rzeczy, która, w ich mniemaniu, czyni ich lepszymi. Tak jak pseudokibice uważają za nawóz tych, którzy noszą szaliki innego klubu, tak biada klientom Microsoftu i Nintendo, jeśli fanboy posiada PlayStation. Kto gra na PC, ma przerąbane z zasady, bo większość konsolowców ma go za lamę i najgorsze ścierwo. Wszystko wg zasady: jeśli w życiu Ci nie idzie, znajdź lub wymyśl sobie wroga i zwal na niego całą winę.

Dość! Czas wykończyć fanboyów! Potrzebna jest Otwarta Architektura Konsolowa.

Pomysł nie jest nowy, ale zainspirował mnie ostatnio blog Davida Jaffe i jego wizja jednej konsoli. Chcę zaznaczyć, że jestem wyznawcą wolnej rynkowej konkurencji i nie rozumiem chorych zarządzeń, które np. nakazują Telekomunikacji udostępnienie swoich łączy konkurencji. Rynek konsolowy jest specyficzny i uważam, że dobrowolna współpraca obecnych konkurentów przyniosłaby wiele korzyści im samym, a także wydawcom gier oraz samym klientom. I nie chodzi o – jak niektórzy argumentują – budowanie monopolu. Ostatecznym celem jest wypracowanie standardu.

Oto plan.

Producenci konkurencyjnych konsol oraz firmy zajmujące się produkcją elektroniki, tworzą konsorcjum pod nazwą np. OpenConsole. Każdy z nich wkłada sporą kwotę do wspólnej kasy. Do konsorcjum, jako doradcy, dołączają też wydawcy i deweloperzy, podpowiadając jakie cechy nowej konsoli ułatwiłyby im życie. Oni płacą mniejszą składkę, za to nie mają praw do podejmowania ostatecznych decyzji. Każdy z założycieli daje swoich najlepszych ekspertów (inżynierów, programistów, artystów, designerów), aby jako zespół opracowali wstępną specyfikację nowej platformy OpenConsole 1.0. Jest to szczegółowa dokumentacja, opisująca budowę i działanie sprzętu, akcesoriów oraz interfejsu użytkownika, a także zawierająca wytyczne dla twórców gier i wydawców. Powstają narzędzia programistyczne i kolejne prototypy konsoli. Całość jest przez wiele miesięcy testowana i dopieszczana. Gdy prace nad standardem zostają zakończone, zaczyna się najlepsza część całego przedsięwzięcia – licencjonowanie.

Każdy zainteresowany może teraz, za odpowiednią opłatą, wykupić jedną z wielu licencji związanych z OpenConsole. Jeśli ktoś chce, może produkować konsolę zgodną ze standardem i zgodne z nią akcesoria. Oczywiście żeby uzyskać prawo do używania logo OpenConsole, jego produkt musi przejść proces certyfikacji, za który trzeba dodatkowo zapłacić. Idealnym wyjściem byłoby produkowanie konsoli w postaci płyty głównej, którą kupujący mógłby włożyć do, wybranej przez siebie, obudowy. Oczywiście będzie to obudowa nowego rodzaju (OCTX?), niekompatybilna z już istniejącymi. Obudowy może robić każdy – niech wykupi licencję. Zarówno obudowa jak i akcesoria, powinny mieć wymienne panele, pozwalające na zmianę ich wyglądu, wedle upodobań klienta. Też na licencji, a jakże! Czy w tej sytuacji wyobrażacie sobie jakąkolwiek szansę na monopol? Toż to wolny rynek w czystej formie i bitwa o klienta w najlepszym wydaniu!

Microsoft, Nintendo i SONY nie będą dłużej tracić pieniędzy na każdym egzemplarzu konsoli, sprzedanym poniżej kosztów. Oczywiście na początku włożą w interes spore sumy, ale strumień pieniędzy od licencjobiorców szybko przewyższy poniesione koszty. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sami produkowali sprzęt, ale po co? Niech się skupią na tworzeniu własnych gier oraz wspieraniu innych wydawców.

Wydawcy jak zwykle zapłacą procent od każdego sprzedanego egzemplarza gry, ale poza tym odniosą odczuwalne korzyści. Gry będą powstawać na jedną konsolę, więc nie będą potrzebne 2-3 zespoły tworzące porty na poszczególne platformy. Święty spokój i koszty w dół. Z tych samych powodów, łatwiej dostępna będzie pomoc techniczna dla deweloperów, a gry będą bardziej dopracowane i maksymalnie zoptymalizowane.

Wyobraźcie sobie, jakie korzyści będzie to oznaczać dla klientów, czyli graczy. Przede wszystkim koniec ekskluzywnych gier, a wraz z nimi dylematów typu „Co wybrać: Halo i Gears of War czy MGS i God of War?”. Koniec argumentów w stylu: X360 ma Bioshock, a Wy nie. PS3 ma napęd Blu-ray, a Wy nie. Na Wii jest mało gier, ale za to konsola jest sexy. Po prostu, wszystkie tytuły, od każdego wydawcy na wyciągnięcie ręki. Zdecydują Wasze gusta i Wasze portfele – nie łapówka, płacona pod stołem wydawcy. Przestaniemy się zastanawiać kogo bardziej kochamy: mamusię czy tatusia. To będzie koniec konsolowych fanboyów! Niech kupią sobie sobie szaliki i idą na mecz.

Skoro na rynku będzie więcej firm produkujących ten sam sprzęt do grania, będą musiały mocno walczyć o klienta. Obniżki, super okazje, dodatkowe funkcje i przede wszystkim przeogromny wybór marek, fasonów i stylów. Można będzie kupić płytę główną ukochanej firmy, wrzucić ją w obudowę kolejnej ulubionej firmy, dodać kontrolery pewnej znanej firmy i całość okrasić ręcznie malowanymi panelami innej cenionej firmy. Czy tylko moja gęba sama śmieje się na tę myśl?

A co gdyby procesor główny i graficzny, były wymienne? Wiadomo, że technologia ich produkcji będzie wciąż udoskonalana. Zamiast po latach kupować odchudzony model konsoli (jak PSOne lub PSTwo), wystarczyłaby wymiana procesorów na chłodniejsze i mniej prądożerne. Co z gwarancją? Cóż, ludzie od dawna sami składają PeCety i żaden z producentów podzespołów nie narzeka. Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby po jakimś czasie wyprodukować konsolę w postaci karty, wpinanej do komputera np. przez złącze PCI-Express. Możliwości są ogromne.

Piękna wizja, przyznacie? Nie wiem czy spełni się w najbliższych latach, ale mam nadzieję, że narobiła Wam ogromnego apetytu. Rynek gier konsolowych to tort, z którego każdy może odgryźć część dla siebie. Od samych zainteresowanych zależy, czy będą to kawałki wyrywane z rąk konkurentów, czy eleganckie porcje krojone w towarzystwie partnerów.

Zapraszam do dyskusji. Mój adres email znajdziecie na głównej stronie bloga.

P.S.

Nie chodzi o, jak niektórzy twierdzą, stworzenie nowego rodzaju PeCeta. Specyfikacja konsoli byłaby sztywna i obowiązywałaby przez kilka lat – zupełnie tak, jak teraz. Nie dałoby się wstawić szybszych procesorów, ale – tak jak napisałem – co najwyżej ich nowsze, energooszczędne wersje. Zero rozszerzeń pamięci i podobnych rzeczy znanych w przeszłości.

Konsola, jako płyta główna wkładana samodzielnie do obudowy, to tylko jeden z możliwych scenariuszy. Nawet, gdyby miała pozostać zamkniętym pudełkiem, to i tak konkurencja zrobiłaby swoje. Na rynku byłby większy wybór i walka cenowa. Na rynku nie byłoby miejsca dla produktów, których awaryjność sięga 30% (jak bywało w przypadku Xboxa 360). Klient wybrałby po prostu inny model, wiedząc, że każda gra zadziała bez problemu. W tej chwili nie macie wyjścia, jeśli chcecie grać w ekskluzywne tytuły, musicie kupić konkretną konsolę ze wszystkimi jej zaletami i wadami. Odcinacie się jednocześnie od masy innych, świetnych gier, a to już przestaje być zabawne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s